Francja czyli problem z R

W Francji byłem dawno temu i jedynym miastem jakie zwiedziłem był Paryż. Były to jedne z rodzinnych wakacji spędzonych za granicą razem z moimi rodzicami i rodzeństwem. Miałem wtedy jakieś piętnaście, szesnaście lat i mimo tego, że całe dwa tygodnie spędziłem jedynie w jednym miejscu to wcale nie ciągnie mnie, aby wracać do tego państwa i zobaczyć resztę. Uważam ten wyjazd za kompletnie nieudany, totalnie nudny i w życiu nikomu nie poleciłbym Francji jako miejsca na spędzenie wakacji. Jeżeli ktoś lubi spacery, kawę i bagietki to idealny dla niego kraj. Ja jednak lubię gdy wszystkie stereotypy jakie krążą o danym państwie okazują się być tylko i wyłącznie stereotypami, a nie przykrą prawdą. Tak nie stało się niestety w przypadku Francji. Może faceci nie chodzą w bluzeczkach w paski, w berecie z cienkim wąsikiem pod nosem, jednak francuskie bagietki, miłość unosząca się między budynkami i żabie udka zdecydowanie mnie zniechęciły. Przed Wami dziesięć punktów/faktów o Francji, które moim zdaniem nie zachęcają mnie do powrotu do tego kraju. 

  1. Paryż - miasto miłości. 
    Do porzygu! Może sama stolica nie jest wypełniona zakochanymi i nie spotyka się na każdym kroku jakiejś parki. Miasto jak miasto. Duże, zatłoczone, pełne życia. Sama jednak sceneria przypomina bajkowe uliczki, na których to jechała królewska karoca prosto z kościoła po zakończonej ceremonii ślubnej w bajkach Disneya. Do dzisiaj pamiętam swoją młodszą siostrę, która swego czasu bardzo interesowała się fotografią. Praktycznie gdziekolwiek nie wybralibyśmy się na spacer to stwierdzała, że miejsce to jest idealne na sesję zdjęciową. Dla pary albo dla nowożeńców. 
      
  2. Język francuski.
    Może i sam francuski jest jednym z najpiękniejszych języków świata, który brzmi naprawdę lekko i na pierwszy rzut oka wydaje się być łatwy, jednak nie dla kogoś z taką wadą wymowy jak ja! Jeżeli masz jakiekolwiek problemy z wymową "R" to możesz wiedzieć, że przy francuskim weźmie Cię taka kurwica, że nie pytaj. Z racji tego, że jestem raczej ambitną osobą postanowiłem się porozumiewać w tym języku. Kolejnym problemem jest fakt, że na tamte czasy, gdy byłem w tej Francji nikt nie chciał za bardzo nawet odpowiadać mi po angielsku. Francuzi mają taką swoją małą manie na punkcie rodowitego języka. Uważają go (a przynajmniej wtedy uważali) za najlepszy na świecie stojąc przy tym bardzo słabo z angielskim. Także dogadywanie się było ciężkie. Chcesz kupić pamiątkę swojej dziewczynie? Konkretną pamiątkę? Zapomnij. Bierz co jest na wystawie i nawet nie wchodź w dyskusje, bo albo połamiesz sobie język na francuskim, albo zostaniesz zignorowany za posługiwanie się angielskim. Jeżeli coś się zmieniło. Dajcie znać!
       
  3. Wieża Eiffla
    Jest najbardziej rozpoznawalną budowlą na świecie, ale nigdy nie rozumiałem co jest w niej zachwycającego. Ot co stos żelaza i tyle. Wrażenie robi jej historia. Fakt postawienia takiej budowli w panujących wtedy czasach jest imponujący, ale w sumie poza tym to nic ciekawego. Kolejka czasami jest kilometrowa, stojąc pod samą wieżą wszyscy robią te same fotki na, których to rzekomo trzymają samą budowlę (perspektywa i te sprawy), samo żelastwo budzi w człowieku uczucie chłodu, a niejeden turysta podziwiał ją z pewnością tylko z dołu, ponieważ miał lęk wysokości. Ja za to mam klaustrofobię i pokonała mnie winda. Mimo wszystko wjechałem na ten pieprzony taras widokowy i to jej jedyny plus. Widok. Każdy widok niemal praktycznie całego miasta z dużej wysokości jest po prostu zniewalający. Oby nie dosłownie, bo coś czuję, że upadek nie byłby miły.
      
  4. Luwr 
    Do samego muzeum chciałem się udać jak tylko moi rodzice wymyślili sobie wakacje we Francji. Swego czasu jeżeli chodzi o podróże to wolałem właśnie zatłoczone miasta, muzea i inne ciekawe miejsca niż piesze wędrówki. Dziś ciągnie mnie tylko i wyłącznie do dzikich krajów, gdzie można zmierzyć się z kamienistym wybrzeżem lub pasmem górskim, a jedynym środkiem transportu okazuje się łapanie stopa, spędzając potem często noce pod namiotem. Wracając jednak do Luwru. Muzeum jak muzeum, prawda? Eksponaty, które każdy człowiek interesujący się historią i kulturą powinien zobaczyć. Dlaczego więc marudzę? Kolejka. Chyba jeszcze dłuższa niż na wieżę. Chociaż sam już nie wiem. Straciłem chyba rachubę czasu czekając w jednej i drugiej. Co to w ogóle za wakacje, kiedy stoisz kilka godzin prawie w miejscu jak po wodę święconą w Licheniu?
       
  5. Jedzenie
    Mógłbym zrobić o tym osobną notkę, ale nie chce mi się. Temat francuskiej kuchni jest po prostu godny przemilczenia. Niczego więcej. Może są osoby, które lubią takie żarcie, ja jednak mówię zdecydowanie "nie". Nie chodzi mi tu już o te żabie udka czy ślimaki, które są typowo kojarzone z Francją. Kiedy rankiem wszedłem do pierwszej lepszej piekarni i zobaczyłem te wszystkie bagietki i rogaliki tak szybko stamtąd wyszedłem jak wszedłem. Nie żebym coś miał do pieczywa tego rodzaju, jednak przeraził mnie fakt, jak wiele stereotypów jest jednak prawdą. Słodkie bułeczki na śniadanie mnie nie jarają. Także zwolenników jajecznic i typowego amerykańskiego żarcia spotka przykra niespodzianka taka jak na przykład maczanie owej bagietki w kawie. Słodkiej kawie z mlekiem! Nie inaczej! Nie lubisz rodzynek? Przykro mi, ale większość chlebów jest właśnie z rodzynkami. Obiady i kolacje. Chcesz iść z rodziną w Paryżu do restauracji? W prawie każdej będziesz się czuł jak na wystawie. W sumie kuchnia francuska jest jedną z najstarszych, kucharze z całego świata ją uprawiają i czerpią z niej inspiracje, a każdy lokal wygląda jakby był przygotowany na konkurs. Także powodzenia w prawdziwym wyzwaniu z savoir-vivre.
       
  6. Alkohol
    Nie byłbym sobą, gdyby zabrakło w mojej notce wzmianki o trunkach. Jako, że podczas tych wakacji nie byłem pełnoletni, pozostało mi jedynie spijanie alkoholu kupionego przez rodziców. Francja słynie z win i to podobno bardzo dobrych win. Z pewnością jakościowo są lepsze, ponieważ wątroba nie woła o pomoc tak jak po spożyciu imitacji ruskiego szampana pachnącego samą siarką, jednak smakowo w ogóle do mnie nie przemówiły. Być może dlatego, że byłem wtedy piętnastoletnim buntownikiem spędzającym wolny czas w pogo i tolerującym jedynie Komandosa czy winiacz marki Wino. Nie doceniałem jeszcze wtedy alkoholu jakim było wino z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy mówią, że czerwone jest lepsze i faktycznie w Francji niemal do każdego posiłku takim jak obiad, coś między obiadem, a kolacją i samą kolacją podają czerwone wino. Wolę jednak wino białe. I przy tym zostańmy. A skoro jesteśmy już przy tym alkoholu i dopiero co był punkt o jedzeniu to wiele potraw jest zrobionych z niego, na przykład sos z wina czerwonego do ślimaków. Odradzam.
       
  7. Ludzie
    Nawet nie wiem czy warto roztrząsać ten temat. Każdy jest inny i Francuzi zdecydowanie również są bardzo specyficzni. Mi jednak nie przypadł do gustu taki typ ludzi. Już sam nie wiedziałem czy denerwuje mnie ich spokój, pruderyjność czy te ruchy, które były tak szlacheckie, że aż się zaczynałem zastanawiać czy przypadkiem nie jetem dzikim zwierzęciem wypuszczonym z klatki (mam to do siebie, że jestem bardzo energiczny i dużo gestykuluję). Może akurat trafiłem na takie osobowości i całe społeczeństwo jest zupełnie inne, jednak bardzo mnie zniechęcili. Wolę chyba jednak życzliwych Islandczyków czy rozrywkowych Hiszpanów niż takich sztywniaków.
       
  8. Przereklamowane atrakcje
    Szczerze tak poza wieżą Eiffla, Luwrem, Łukiem Tryumfalnym i katedrą Notre-Dame nikt nie zna innych atrakcji. Każdy przede wszystkim chce zobaczyć te miejsca i zdenerwowało mnie to, że moi rodzice również nie zamierzają zmienić trasy wycieczki. Każdy Polak w Paryżu powinien przede wszystkim moim zdaniem wybrać się na cmentarz Père-Lachaise, gdzie leży nie tylko Fryderyk Chopin, a także wielu innych naszych rodaków. Poza tym nie zawsze ma się okazję złożyć hołd swojemu idolowi jakim dla mnie jest Jim Morrison. Miałem na tyle szczęścia, że udało mi się wykłócić z rodzicami, aby zobaczyć inne miejsca, jednak atmosfera podczas zwiedzania była nieprzyjemna, dlatego uważam to za minus. Polecam jednak wszystkim katakumby Paryża, ogród Luksemburski, operę Garnier i zwiedzenie samego miasta dla jego architektury i tak licznych mostów.
       
  9. Disneyland
    Czyli miejsce, do którego chce trafić każde dziecko. Byłem w wieku, w którym opowiedzenie znajomym o wycieczce do Disneylandu graniczyło z samobójstwem towarzyskim, dlatego tak bardzo nastawiłem się negatywnie do tego miejsca. Praktycznie cały dzień razem z bratem staliśmy jak te dwa durne osły, obrażeni śmiertelnie na rodziców za to, że zaciągnęli nas do parku rozrywki tylko dlatego, że na tamten czas ośmioletnia siostra była po prostu wniebowzięta, a razem z nią sześć lat starsza od niej druga siostra. Jeżeli denerwuje Was naruszanie przez kogoś Waszej przestrzeni osobistej to zdecydowanie Disneyland nie jest dla Was. Przytulanie się na każdym kroku z postaciami bajkowymi jest na porządku dziennym. Za to takie atrakcje jak kolejki górskie i tym podobne, polecam.
       
  10. Hotel
    Nie pamiętam ani nazwy, ani ulicy na jakiej był, w zasadzie niczego nie pamiętam oprócz nieszczęśliwego wypadku. Ale o nim potem. Na początku pragnę zaznaczyć, że sam hotel wydawał się w porządku. Przynajmniej było czysto (wspominam o tym, ponieważ niedługo pojawi się notka o Tunezji, a tam po hotelach biegały jaszczurki!), ręczniki były ułożone w finezyjne wzory, a mydełka były już tak fikuśne, że zastanawiałem się czy, aby na pewno nie jestem postacią filmową, która zatrzymała się w typowym fikcyjnym hotelu z białymi szlafroczkami. Niestety drzwi balkonowe nie były już tak przyjemne i wychodząc na papierosa po dwudziestej drugiej zatrzasnęły się (mój brat je dziwnie zamknął i "uruchomił" jakiś system antywłamaniowy) i uwięziły mnie na balkonie do godziny trzeciej w nocy, aż nie przedostałem się na balkon do sąsiedniego pokoju.

Także to tyle jeżeli chodzi o moje spostrzeżenie dotyczące Paryża. Reszta wynikała raczej z formy samych wakacji. Przede wszystkim lubię sam decydować o tym co chcę zobaczyć, o której wstanę, położę się spać, zjem obiad i co na niego zjem. Rodzice nieco ograniczyli mnie w moich wyborach, a cała nasza ferajna (bo jednak było nas razem sześcioro) była głośna i nie do zniesienia. Każdy chciał coś innego, każdy chciałby wstawać o innej godzinie i każdy chciał, aby cała reszta zniknęła. Także rodzinne wakacje wypadły słabo. Jestem raczej zwolennikiem samotnych podróży lub podróży we dwójkę, gdzie łatwiej się dogadać. Na szczęście razem z moją żoną mamy podobne upodobania i nie ma z niczym problemu. Zawsze jednak mnie dziwiło, że razem z rodzeństwem mimo małej różnicy wieku (oprócz trzech sióstr, wtedy jednej) jesteśmy zupełnie inni i nie potrafimy się normalnie porozumieć. Także to taka rada na przyszłość. Lepiej podróżować samemu.

Tym oto akcentem kończę ten jeden wielki hejt na Francję. Nie mam zbyt dużo zdjęć. Raczej są to rodzinne fotki przy piramidzie Luwru niż coś ciekawego, a wstawianie znów wszystkim dobrze znanej wieży Eiffla jest trochę bez sensu. 


Także wstawiam zdjęcie autorstwa Mike'a Deere, bo ładne.

3 komentarze:

  1. mieszkam od ponad roku we Francji i co do języka to dużo spotkałam komentarzy w internecie, że Francuzi angielskiego unikają jak ognia, a w rzeczywistości, na którą ja się natknęłam było inaczej- każdy (najczęściej w sklepach, urzędach - inaczej na wsi, w małych miastach, gdzie ludzie są chyba nieco bardziej cierpliwi) słysząc jakieś zachwianie lub niepewność w mojej wypowiedzi (nie mówiłam zbyt dobrze po francusku) od razu odpowiadali bez żadnych oporów po angielsku.
    Co do innych punktów- ciekawe spostrzeżenia, poleciłabym Ci raczej francuską wieś do odwiedzenia kiedyś z żoną, może zmienił byś nieco zdanie o kraju jaki i o mieszkańcach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem w 2008 roku we Francji i niestety spotkałem się z takim zachowaniem. W restauracjach nie było problemu, ani w innych miejscach zarabiających głównie z turystyki. Schody zaczęły się w mniejszych sklepikach, gdzie z pewnością turyści zaglądali rzadziej. Na szczęście nie potraktowano mnie jakoś źle. Każdy chce zarobić. To jest niezmienne, a "klient nasz pan"w końcu. Zdecydowanie kulturowo sprzedawcy stoją na wiele wyższym poziomie niż ekspedientki w Polsce. Z pogardą spotkałem się dopiero przy pytaniu o drogę ludzi tak 30 (minimalnie) w górę. Nie wiem jak wtedy z szkolnictwem i czy w szkołach były jakieś języki tak jak w Polsce, ale można się jedynie domyślać, że osoby w kwieciu wieku nie uczyły się angielskiego, chyba że same z siebie. Może stąd wynika ta nieporozumienie. Każdy pijaczyna nieumiejący języka w Polsce odpowie turyście "spierdalaj", a nie pomoże. Mimo to próbując porozumieć się po francusku doświadczyłem czegoś bardziej w stylu "skoro gadasz po francusku to po co zaczynasz po angielsku?" Może i jest w tym jakimś sens, no ale jakby nie było lepiej użyć języka, który zna się lepiej, by wszystko dokładnie zrozumieć.

      Nie wiem jak teraz zareagowałbym na Francję. Wtedy nie uśmiechały mi się wycieczki z moją rodziną i cała idea podróży do tego kraju mi się nie uśmiechała. W dodatku Francja po prostu do mnie nie pasuje. To nie mój styl życia :P Jeżeli miałbym wracać to tylko, żeby powędrować po Alpach, ew zimą zmierzyć się z stokami.

      Usuń
  2. Aleś zrobił antyreklamę :D Jednak, bardzo fajnie mi się czytało ten tekst, nawet się uśmiałam i bolą mnie policzki!
    Co do Francji, nie byłam i jakoś nie zamierzam, jest chyba lekko przekoloryzowana jeśli chodzi o opinię turystów (a raczej ludzi, którzy zwiedzili główne punkty i atrakcje). Znajomi, którzy byli w Paryżu, na początku mocno się podniecali wizją, że zobaczą Wieżę, Luwr, wypiją wino... wracali mocno rozczarowani.
    Ale miałam podobnie z Rzymem. Fajnie, fajnie, antyczne budowle, gdzie były tłumy, prawie nic nie można było zobaczyć (bo tłumy) i szczerze bardziej byłam zachwycona jakimiś małymi, wąskimi uliczkami niż np. Koloseum.
    Nigdy więcej.
    Jakoś nie jara mnie oglądanie tego wszystkiego, co jest opisane w przewodnikach. Te "nieodkryte" miejsca są znacznie lepsze i bardziej zachwycają.

    Zdjęcie mnie rozwaliło, a jeszcze bardziej ostatnie zdanie! :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 #TeamNowak , Blogger