Bo w życiu potrzeba trochę zakręcenia.


Wiecie co jest najzabawniejsze? W tym roku skończę dwadzieścia dwa lata, a czuję się jak kobieta przy czterdziestce z ładnym mieszkaniem, biurem dwie ulice dalej, samochodem, działką poza granicami miasta i lodówką pełną zdrowej żywności. Prawda wygląda nieco inaczej i naprawdę bawi mnie to, że wdrożyłam tak szybko jakieś tam pragnienia co trzeciej kobiety w swoje własne życie mieszając je z rzeczywistością. Co gorsza nigdy takich pragnień nie miałam i nie marzyłam w ten sposób wyobrażając sobie swoje przyszłe dzieci, myśląc o tym jak podbijam kolejne stopnie kariery, a w weekendy mam czas tylko dla rodziny. Poznałam już dobrze życie, aby wiedzieć że idealna egzystencja nie istnieje i nie ma co układać i porządkować swoich rzeczy w torebce jak to miałam zwyczaj robić będąc małą dziewczynką, która planowała swój pierwszy dzień w pracy dobre piętnaście lat przed owym wydarzeniem. Przyznam szczerze, że los mnie zaskoczył, a kolejne dni podkładają mi pod nogi nowe trudności i zadania do wykonania. Dlatego w takich sytuacjach trzeba być gotowym na wszystko i być w stanie zaakceptować każdą zmienną natychmiast się do niej przystosowując. Mimo to, chwile te nie są nieszczęśliwe czy kłopotliwe. Wręcz przeciwnie. Wprowadzają wiele pozytywnego zamieszania kolorując każdy dzień i malując uśmiech na mojej twarzy. Ale żeby tak było, trzeba niemałego poświęcenia i wiele sił, aby upiększyć swoją egzystencję.

Przed Wami dziesięć porad: JAK NIE ZWARIOWAĆ?! 
(czyli satyryczny poradnik "doskonałej" pani domu)

1. Kup dres. Brzydki dres. Pamiętaj! Musi być brzydki i tani, żeby nie było ci go szkoda. Jeżeli wciąż tkwi w tobie gdzieś mała dziewczynka i lubisz się przebierać i stroić to kup dwa dresy. Brzydkie dresy. Nie ma co ubierać się w ładne sukienki, kiedy spędzasz każde popołudnie w domu. Ba! Nie ma co ubierać się w ciuchy, które zwykle oznaczało się etykietką "rzecz do domu". Dlaczego? Nie masz dzieci? Nie masz kotów? Nie masz dzieci i kotów? Nie zrozumiesz. Ja rozumiem to doskonale i przyzwyczaiłam się już do fruwającego jedzenia, sierści, która jest wszędzie, plasteliny poprzyklejanej w zakamarkach, o których najprawdopodobniej nie wiedziałaś, a mimo to wciąż są na tyle dostępne, abyś mogła natrafić na nie swoją nogą w bialutkiej, nowej skarpetce. Do tego wylewające się w magiczny sposób soki, smarki wytarte w kanapę, na którą siadasz późnym wieczorem, rozpuszczona czekolada w pudełku z zabawkami i twoje własne włosy w każdym możliwym kącie mieszkania to codzienność! Także... Kup ten dres. 

2. Stopery to twoi nowi przyjaciele. UWAGA! Absolutnie nie odcinaj się nimi od dzieci. Matka musi być czujna niczym łania nocą na sawannie wśród głodnych lwów. I nawet nie chodzi tu o płacz, bo najlepszą metodą, aby dziecko przestało płakać (jeśli się budzi o stałej godzinie i po prostu jest to czas jego pobudki) to jest dać mu się wypłakać. Prawdopodobnie się zmęczy i po prostu zaśnie. (W innych przypadkach będzie głodne, albo dopadnie je kolka, więc po prostu pobiegniesz jak szalona do łóżeczka i będziesz je nosić, tulić, śpiewać, głaskać, a na końcu brać je do swojego łóżka i tyle będzie z wcześniejszej rady o płakaniu.) Gorzej w przypadku oddychania. Przez pierwsze miesiące należy kontrolować oddech dziecka, zwłaszcza jeżeli było wcześniakiem. Stopery zaś są skutecznym rozwiązaniem w przypadku męża, który cierpi na bezsenność i brzdąka na gitarze o TRZECIEJ W NOCY. 

3. Naucz się drzemać mając jedno oko otwarte. Najlepsza jest jednak opcja, która w twój sen angażuje również ręce. Jedna buja huśtawkę, w której siedzi starsze dziecko, druga zaś trzyma butelkę przy młodszym. Czasami mam wrażenie, że wcale nie trzeba się tego uczyć. To chyba taki odruch warunkowy, który pojawia się u kobiet wraz z nowym członkiem w rodzinie. Bardzo przydatna umiejętność, zwłaszcza jeśli masz za sobą dwie nieprzespane nocki z powodu ciągłych kolek u pociechy. Dobrym pomysłem jest także znalezienie dobrej metody, która w szybki i łatwy sposób uśpi twoje dzieci. Ja wybrałam bujanie w huśtawce przy rytmach disco-polo w przypadku Gabrychy. Bianka zaś umiłowała sobie rajdy w wózku po salonie.

4. Wymień dywan i przemaluj ściany. Wspomniane rajdy wygładziły i spłaszczyły mój włochaty dywan, a wymienione ciecze w pierwszym punkcie ozdobiły jego biel w artystyczne plamy, które spokojnie można byłoby wziąć za stylową ekspresję w charakterystycznych dla niej jaskrawych barwach. Co do ścian to wybierz czerń. Chyba, że masz ponad przeciętnie inteligentne dzieci i zaczną używać białych kredek do mazania. Mam chyba jednak ciekawsze rozwiązanie. Otwórz galerię sztuki w swoim mieszkaniu i zarabiaj pieniądze za oglądanie przez zwiedzających tych cudownych bohomazów, których koniec końców i tak nie masz serca zmyć czy zamalować.

5. Nigdy, przenigdy nie daj się przekabacić za wielkie, słodkie oczy. Nie możesz pozwalać na zbyt dużo, bo inaczej wszyscy wejdą ci na głowę. I wcale nie mówię tu o dzieciach, którym prawdopodobnie i tak pozwalasz na dużo więcej niż sobie to planowałaś. Osoby z twojego otoczenia widzące słabość w przypadku pociech, chętnie ją wykorzystają myśląc, że jesteś po prostu miękka. To nieprawda! Ale te cudne, brązowe oczy i niski głos mówiący "zrób mi kanapki". Nie! Nigdy więcej!

6. Odkładaj wszystko na sobotę. Wierzyłaś przez całe życie w to durne powiedzonko w stylu "Co masz zrobić jutro, zrób dziś"? Zapomnij o nim i już teraz zacznij wszystko przekładać na weekend. W ciągu tygodnia, kiedy prawdopodobnie pracujesz lub co gorsza pracujesz i studiujesz i tak nie będziesz miała czasu, aby pozmywać, zrobić pranie, poprasować ubrania z zeszłego tygodnia czy też może wyczyścić kuchenkę, na której zdążył zaschnąć już przypadkowo wylany sos podczas gotowania wczorajszego obiadu. Wszystko zrobisz w weekend, kiedy będziesz miała wolne. A nie! Z dziećmi nigdy nie masz wolnego. Wszystko zrobi twój mąż, który będzie miał wolne, hi hi hi.

7. Prawdopodobnie nie będziesz miała czasu na swoje zainteresowania, więc znajdź sobie nowe hobby! Osobiście polecam przyglądanie się partnerowi, kiedy gotuje. Zwłaszcza w przypadku Bartka, który zazwyczaj gada do każdej rzeczy, której używa. Chcesz poczuć dreszczyk emocji? Zacznij komentować poczynania męża podczas kuchennych zmagań niczym komentator sportowy wypowiadając każde słowo w tonacji sugerującej "prześlicznie byłoby ci w takim typowym, babcinym fartuszku". Skok adrenaliny i emocje, gwarantowane! Nie lubisz jednak ryzykować własnym życiem? Zostań ogrodniczką! I...RYZYKUJ CUDZYM ŻYCIEM. Myślę, jednak że na pewno chciałabyś, aby zainwestowane pieniądze nie poszły na marne, więc może lepiej nie ryzykuj egzystencją biednych roślinek. Ale mimo wszystko kup kaktusy. Mogę się założyć, że przy natłoku obowiązków zapomnisz podlewać kwiatki, a i wspomniane kaktusowate będą miały z tobą niezłą szkołę przetrwania. Nie wspominając o kotach atakujących je i ciekawskich dzieciach, którym jak tylko powiesz, że kaktusy kłują to zaraz pobiegną z tuzinem balonów to sprawdzić.

8. Jak już znajdziesz chwilę dla siebie i dostaniesz się do wanny to siedź w niej jak najdłużej. Chyba każda kobieta to lubi. I choć skóra miałaby z ciebie schodzić to wciąż wmawiaj dobijającym się osobom do drzwi, że potrzebujesz takiego ukojenia i filmu obejrzanego w zaciszu przy blasku świec. Trzeciego filmu... z trzecią butelką wina... i z trzema tysiącami powodów w twojej głowie jak bardzo jesteś bezduszna i beznadziejna, bo właśnie upiłaś się tylko jednym kieliszkiem zamiast litrami i że zostawiłaś swoje dzieci na dwadzieścia minut, podczas których obejrzałaś "Jak poznałem waszą matkę?" po raz setny. A potem załam się, że masz poważny problem z alkoholem (upiłaś się jednym kieliszkiem), by koniec końców pocieszyć się, że twój mąż ma gorszy.

9. Nie pochwalaj złego zachowania w obecności dzieci tak jak robi to twój mąż, kiedy pociecha zaatakowała kogoś na placu zabaw, a jego jedyną reakcją była: PJONA MŁODA! Zrób to w zaciszu ciesząc się, że należało się dzieciakowi za to z jaką pogardą jego matka patrzyła na ciebie. A tak poważnie to... Zawiść i złość piękności szkodzą. Niech to spłynie po tobie jak po kaczce. Ale uśmiechnąć się możesz!

10. Olej fakt, że to ty przez dziewięć miesięcy cierpiałaś na bóle krzyża i spuchnięte kostki nie mogąc spać w ulubionej pozycji, że nie mogłaś chodzić przez jakiś czas po porodzie, że to ty walczyłaś z nadwagą, rozstępami i wypadającymi włosami, że jesteś ostoją tego gniazda i masz większe serce będąc wyczuloną na każdy ból maleństw, że najczęściej ty przygarniasz je do łóżka, nosisz i wstajesz w nocy... A one i tak będą wolały jego i szybciej będą zasypiać u niego w ramionach czy podczas rajdów wózkiem niż u ciebie!

To już koniec poradnika. Mam nadzieję, że każdy będzie zadowolony z swojego życia tak jak ja jestem. A teraz idę zanurzyć się w pianie i włączyć kolejny odcinek jakiegoś serialu próbując ignorować dobijanie się do drzwi i marudzenie w stylu "daj mi umyć zęby, ja rano wstaję do pracy!". Nie dajcie się! I tak będzie brzdękać na gitarze za parę godzin, albo grać w LOLa. 

1 komentarz:

  1. Nat, jesteś wielka, uwielbiam Cię czytać, naprawdę, uwielbiam. Poza tym się nie przejmuj tym jednym kieliszkiem, też tak mam XD ale nie mam pojęcia dlaczego. Rozśmieszyłaś moje popołudnie, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 #TeamNowak , Blogger