Miasto doznań, ale jakich?


Tym wpisem chciałem rozpocząć pewną serię, która dotyczyłaby miast naszego kraju położonego nad Wisłą. Ogólnie rzecz biorąc moja znajomość geografii Polski jest kiepska (to znaczy znam podstawy), a wszelkie wypady i odwiedziny różnych miast są raczej spontaniczną decyzją, która zwykle obejmuje góra dzień, albo dwa podróży, odwiedzenie kilku znanych przez wszystkich miejsc i wróceniu do domu zahaczając o Mc Donald's. A przecież wszystkie miasta mają jakieś tajemnice, posiadają wąskie i piękne uliczki oraz unikatowe miejsca. Czy to restauracje, parki, a może dziwne puby lub innego rodzaju miejsca rozrywki. Tak więc przy kolejnych tego typu weekendowych wypadach będę robić wcześniej rozeznanie i zacznę odwiedzać kąty o charakterze wyjątkowym i magicznym. Teraz jednak, gdy doświadczenie w takich podróżach mam niewielkie (i zapewne nie będzie o wiele większe skoro polskim miastom poświęcam tylko dzień), chciałbym przedstawić miasto, które znam jak własną kieszeń i które mimo swojej etykietki "betonowej wsi", pokochałem i wciąż kocham. A mianowicie jest to Poznań, w którym mieszkam już jakieś siedem lat, które znam praktycznie od dziecka i w którym często bywałem jako mały chłopiec. 

Miasto Doznań

Poznań zdecydowanie jest miastem doznań, ale tylko wtedy jeśli człowiek się na to nastawi. Jeżeli ktoś liczy na huczne eventy, koncerty znanych gwiazd lub komercyjne festiwale, które ściągają tłumy ludzi nawet z różnych stron świata to się zdecydowanie przeliczy. Moim zdaniem Poznań jest jednym z tych miast, w którym trzeba widzieć nieco więcej. Oczywiście koncertów nie brakuje, a i jakiś festiwal się znajdzie, jednak nie są to wydarzenia znane na skalę krajową czy światową jak Opener czy niegdyś CLMF. To miasto ma do zaoferowania naprawdę wiele i jeżeli ktoś chciałby zobaczyć coś ciekawego to koniecznie jest właśnie takie rozeznanie się w temacie, o którym pisałem wcześniej, ponieważ wiele wydarzeń kulturowych nie dociera nawet do samych poznaniaków, a co dopiero do przyjezdnych turystów. Oczywiście nie mam tutaj na myśli na przykład Męskiego Grania czy jakiś flash mobów, lub co gorsza festiwalu kolorów, które zostały zaczerpnięte z zagranicznych państw i goszczą praktycznie w każdym większym mieście Polski. Chodzi tutaj głównie o eventy typowe dla Poznania, których nie spotkacie nigdzie indziej i które mogłyby być charakterystyczne dla tego miasta, gdyby były odpowiednio wypromowane. Jednak prócz takich atrakcji jest przecież samo miasto. Jego zakamarki, parki, uliczki, muzea i restauracje oraz popularne kluby czy podrzędne puby. To wszystko może być doznaniem jeśli tylko chcemy, aby nim było. Wystarczy przestać być grumpy i zachwycić się ciepłym dniem, starym tramwajem czy fontanną podziwiając przy tym budynek teatru, kostkę brukową na wiadukcie i stary gmach uczelni. W zasadzie każde miasto może być tym miastem doznań jeśli tylko zechcemy i otworzymy oczy bardziej niż kiedykolwiek zdołaliśmy.

W zasadzie sam nie wiem od czego mógłbym zacząć, jednak chcąc być obiektywnym na pewno wspomnę też o rzeczach, które zdecydowanie są złe w tym mieście, które nie wypaliły i w zasadzie dobrze, że tak się stało, oraz o tych, których szczerze nie lubię i nie miałbym nic przeciwko, gdyby zniknęły. Myślę jednak, że zostawię to na koniec, a na sam początek opowiem o zdecydowanych plusach tego miasta porządkując je w odpowiednich kategoriach, ponieważ jak wspominałem znam Poznań jak własną kieszeń i będzie tego całkiem dużo. 

Wydarzenia kulturalne 

Skoro już tak uczepiłem się tych festiwali i eventów to zacznę może od nich. Ogólnie rzecz biorąc będę pisał tylko o tych wydarzeniach, na których miałem okazję kiedykolwiek być jako gość lub po prostu przy nich pracując i doświadczając w jakikolwiek sposób atmosfery towarzyszącej imprezie poprzez przyglądaniu się jej jako pracownik. O reszcie tylko napomnę, ponieważ jako zainteresowany, mam jakąkolwiek wiedzę, jednak uważam, że wciąż jest ona niewielka, aby pisać cokolwiek o danej sprawie. Mogłem się też nie przyznawać i udawać głupiego.

Poznań Game Area znane wszystkim jako PGA. Wydarzenie organizowane w halach budynku Międzynarodowych Targów Poznańskich. Myślę, że to jeden z nielicznych eventów, który jest typowo kojarzony z Poznaniem nie tylko przez samych poznaniaków czy mieszkańców Wielkopolski. Na PGA ściągają tłumy maniaków gier z całej Polski i jest to zdecydowanie wydarzenie na skalę krajową. Atrakcji jest naprawdę sporo. Od spotkań z twórcami po konkursy i zabawy. Najlepszą jednak sprawą jest możliwość przyniesienia swoich starych gier i wymiany ich na coś innego z innymi uczestnikami lub po prostu zamienienia ich na jakieś gadżety. Lubiłem tę imprezę do czasu aż nie zaczęto zapraszać na nią youtuberów (lub też sami zaczęli zjeżdżać, nie wiem) w formie celebrytów. Rozumiem jeszcze zaproszenia dla twórców, którzy zajmują się głównie w sieci grami, ale cała reszta i szopka jaka jest wokół nich odstawiana to chyba już mała przesada. 

Pyrkon czyli festiwal fantastyki, który jest ogólnopolskim konwentem odbywającym się co roku w Poznaniu. Myślę, że to miasto jest głównie znane z tego wydarzenia jeśli mowa oczywiście o samych eventach. Co roku w dzień, w którym odbywa się Pyrkon można spotkać wielu przebierańców. Na dworcu roi się od Gandalfów, Czarodziejek z Księżyca, Wiedźminów i postaci z Naruto czy Dragon Ballu. Nie wspominając o tym, że od paru lat można również spotkać Matkę Smoków gdzieś na ulicy czy Jona Snowa. Ogólnie rzecz biorąc Pyrkon wywodzi się z Poznania i z niewinnego zamiłowania do fantastyki pewnego klubu. Druga Era (bo tak owy klub się nazywa) rozpoczął organizację tego niekomercyjnego wydarzenia w 1999 roku w jednym z domów kultury. "Dzień z fantastyką" był pierwowzorem Pyrkonu, który ruszył już w 2000 roku. Początkowo organizowany był w różnych poznańskich szkołach, jednak z powodu coraz liczniejszych uczestników wydarzenie to przeniesiono na hale Międzynarodowych Targów Poznańskich w 2011 roku, a od 2014 roku event ten przestał być niekomercyjny. W zasadzie każdy szczegół jest dokładnie przemyślany. Choćby sama data organizacji. Festiwal ten odbywa się najczęściej w weekend, w którym przestawiamy czas z zimowego na letni czy w pierwszy weekend po równonocy wiosennej. Wierzcie lub nie, ale takie motywy bardzo często wykorzystywane są w fantastyce. Myślę więc, że twórcy bardzo dobrze rozegrali tę sprawę. Jeżeli chodzi o atrakcje to jest ich całkiem sporo. Od spotkań z autorami książek przez rozmowy z twórcami gier, gry, zabawy, konkursy po koncerty, pokazy tańców ognia, walk i warsztaty z różnych dziedzin. Nie zmienia to faktu, że największą atrakcją w 2015 roku był i tak żelazny tron.

Pyrlandia czyli z pewnością już zapomniany festiwal, który odbywał się na Łęgach Dębińskich. Ogólnie rzecz biorąc na Pyrlandii byłem kilka razy, ponieważ był to festiwal darmowy i niebiletowany. Kilka lat temu słuch o nim zaginął, a w sierpniu 2015 roku podobno powrócił, jednak ani ja, ani nikt z moich znajomych o tym nie słyszał. Poza tym Pyrlandia miała swój klimat. Zdecydowanie był to event bardzo związany z samym miastem, jego kulturą i przywiązaniem poznaniaków do pyr czyli ziemniaków. Łęgi Dębińskie to duży park, który nie odznacza się niczym szczególnym prócz ogromną powierzchnią zieleni. Jednym słowem to idealne miejsce na tego typu wydarzenie i cieszę się, że tegoroczne Juwenalia są organizowane właśnie w tym miejscu. Wróćmy jednak do Pyrlandii. Wykonawcy, którzy gościli na imprezie umilając nam czas z sceny to byli najczęściej artyści związani w jakiś sposób z samym Poznaniem. Nic dziwnego, że co roku gwiazdą wieczoru był Grabaż i Strachy Na Lachy. Często poprzedzały ich Muchy, czy Hans, a na ostatnich edycjach nawet Acid Drinkers. Najlepsze były jednak konkursy, które organizowane były przez prowadzących. Nie dotyczyły one niczego szczególnego. Zazwyczaj pytali się kto chce tytkę pyr, a następnie wybierali z tłumu osobę, która po prostu swoim zachowaniem rzuciła im się w oczy. Co zabawniejsze, zawsze chętnych było sporo jak nie wszyscy, więc pod sceną można było łatwo zginąć jeśli samemu nie zaczęło się rzucać po kilogram ziemniaków. Co gorsza... Po kolejnym piwie robiło się to bardzo chętnie i wręcz czuło się żal po niewygranej mimo, że człowiek darł się najgłośniej w tłumie. A walczyło się przecież tylko i wyłącznie o zwykły worek (siatkę hihi) ziemniaków.

Spring Break Festival, który nazywany jest przez organizatorów konferencją. Enea określa siebie jako partnera, jednak myślę, że to właśnie ta instytucja zainwestowała najwięcej w to wydarzenie i spokojnie można okrzyknąć ją organizatorem. W końcu edycja z 2016 roku nosiła nazwę: Enea Spring Break. Festiwal ten, bądź też konferencja obrała sobie za zadanie wypromowanie nowych, młodych artystów tłumacząc na swojej stronce, że takie wydarzenia na zachodzie Europy są na porządku dziennym. Idea słuszna, jednak moim zdaniem większość osób i tak przychodzi dla tych popularniejszych artystów mając głęboko w poważaniu resztę. W końcu trzeba jakoś przyciągnąć ludzi i być może niekiedy ktoś się zainteresuje jakimś mniej znanym zespołem, ale wszyscy z doświadczenia wiemy, że gdy wchodzi na scenę ktoś, kto nas nie interesuje to idziemy coś przegryźć, albo napić się piwa. W tym roku na Spring Break gościła Brodka z nową płytą oraz Taco Hemingway, Podsiadło, Control The Weather, Marcelina, RAU, a w wcześniejszych edycjach tacy artyści jak Skubas, Mela Kotulek, Years&Years, Rojek, Atlas Like, KAMP!, Chemia, Kumka Olik, Makowiecki, Coals, Spaleniak, Jóga, Muchy, Nykiel, Oly, Sonia Pisze Piosenki, Ten Typ Mes i wielu innych. Co roku liczba występów jest równa prawie stu koncertom, które grają w różnych częściach miasta, ponieważ festiwal ten trwa trzy dni i nie ma charakteru typowego festiwalu. Koncerty odbywają się w klubach, a taka główniejsza scena nazwana Enea Stage znajdowała się w tym roku na Placu Wolności.
Rozmieszczenie scen


Malta Festival, który do 2009 roku był Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym Malta. Bawi mnie fakt, że są to wydarzenia najczęściej na skalę europejską, a mało kto o nich słyszał nawet w samym Poznaniu. Skąd to wiem? Któregoś letniego dnia wsiadłem w tramwaj, który po cholernie ciężkim dniu miał mnie zawieźć do domu. Linia przebiega tuż obok Placu Wolności, na którym w najlepsze trwał maltański festiwal. Po chwili jednak usłyszałem biadolenie jakiś dwóch, jak na moje kilka lat młodszych ode mnie skaterów, którzy przeklinali z powodu tego, że jakieś gówno znów zajęło im plac i fontannę czyli miejsce, gdzie ludzie im podobni przychodzili pojeździć. To czy ktoś przepada za Malta Festival czy jest już prywatną sprawą i nic mi do tego, ale kiedy ich rozmowa zeszła na temat co tak właściwie dzieje się na Placu Wolności, wiedziałem już, że w zasadzie ci poznaniacy (na 100%) nie mają pojęcia o istnieniu tego festiwalu. Zwieńczeniem tego całego tramwajowego podsłuchiwania był starszy pan, który wsiadł właśnie na przystanku Plac Wolności i spytał mi się czy przypadkiem nie wiem co dzieje się na owym placu. Jednak puśćmy to w niepamięć i zajmijmy się samym eventem. Malta Festival dotyczy głównie teatrów. Powstała w celu zaprezentowania spektakli plenerowych, offowych oraz eksperymentalnych. Dzisiaj wydarzenie to łączy różne dziedziny sztuki. Od teatru przez film, muzykę, aż po projekty przestrzenne miasta i przede wszystkim rozmowy. Na tym festiwalu zdecydowanie nie wyszalejemy się pod sceną, choć co roku gra kilka zespołów.  Możemy jednak poznać kulturę teatru, omówić jakiś film czy wziąć udział w warsztatach. Wydarzenie to ma też swój motyw przewodni, którym jest idiom. Co roku dobierane są filmy i występy do danego zagadnienia, które dotyczy kultury dzisiejszej. Sam brałem udział w edycji z 2014 roku, który obracał się wokół Ameryki Łacińskiej i Mieszańców, a na scenie gościli tacy artyści jak Mighty Oaks, Król, Oly, czy Low Roar. Fajne jest też to, że ten festiwal trwa zwykle około 20 dni, a sceny mimo, że w różnych częściach miasta to i tak są bardzo spójne i tworzą niesamowitą całość powiązaną z sobą pewnymi skojarzeniami czy wydarzeniami.

Transatlantyk (festiwal) wydarzenie kręcące się wokół filmu i muzyki. Boli mnie fakt, że został przeniesiony do Łodzi i w zasadzie w 2015 roku odbyła się ostatnia poznańska edycja. W zasadzie to wydarzenie nie miało nigdy na celu promowania muzyki czy filmu. Jego głównym założeniem było tworzenie silniejszych relacji w społeczeństwie właśnie dzięki wyżej wspomnianym przeze mnie dziedzinom. Poza tym odbywają się konkursy dla kompozytorów, młodych filmowców czy scenarzystów. Festiwal też prowadzi swoją galę, na której przyznaje nagrody znanym osobistością, które swoją postawą kształtują społeczeństwo. Wśród nich była na przykład Yoko Ono, której nagrodę przyznano w 2013 roku. Transatlantyk składa się z różnych sekcji, które poruszają różne zagadnienia kultury. Są to pokazy filmowe, dyskusja na temat problemów poruszanych w filmach, ocenianie gatunków filmowych czy nawet spektakle teatralne, warsztaty i kino plenerowe. Co do pleneru to podobała mi się najbardziej edycja, na której zorganizowano Kino Łóżkowe. Pomysł był świetny, a i pogoda dopisała. Ogólnie rzecz biorąc na Placu Wolności rozstawiono łóżka z baldachimami, gdzie znajdowały się projektory i wyświetlały na zawieszonej moskitierze film. 
fot. Julian Redondo Bueno


Made in Chicago Festival - jeżeli kochasz jazz to ten festiwal jest właśnie dla ciebie. Wydarzenie to łączy z sobą afrykańską tradycję, bluesa i przede wszystkim nowoczesny jazz nie zapominając przy tym o klasycznej scenie jazzowej rodem z Chicago. Mało znane wydarzenie, mimo że ma bardzo silne wsparcie władz Poznania, ambasady USA z siedzibą w Warszawie oraz władz z stanu Illions. Co roku na scenie pojawiają się młodzi i utalentowani muzycy, oraz legendy jazzu, które zazwyczaj pierwszy raz goszczą wtedy w Polsce. Plan i struktura festiwalu co roku jest taka sama. Artyści zmieniają się na scenie tak, aby zaprezentować całą historię sceny jazzowej w Chicago. Od klasyki po dziś dzień wykorzystując przy tym nieco awangardowe techniki i łącząc wokalistykę jazzowę i blues w jedno, wielkie show. Prócz zwykłych koncertów odbywają się też koncerty galowe, darmowe warsztaty i występy czołówki jazzu z Chicago.

Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej w Poznaniu czyli jedyne takie wydarzenie w Polsce i prawdopodobnie największe w Europie. Uczestnicy pochodzący z różnych stron świata biorą udział w konkursie, który polega po prostu na rzeźbieniu w lodzie. Cały konkurs składa się z dwóch etapów, które można co roku oglądać w okresie przedświątecznym na Starym Rynku. Pierwszy etap jest indywidualny, gdzie profesjonalni rzeźbiarze konkurują między sobą walcząc o pierwsze miejsce. Każdy uczestnik dostaje tych samych rozmiarów bryłę lodową i ma określony czas, aby stworzyć z niej arcydzieło, ale jednak według danego projektu. Wygrywa rzeźba, która jest najbliższa owej tematyce. Drugi etap, który odbywa się drugiego dnia festiwalu jest etapem drużynowym, gdzie uczestnicy z różnych krajów tworzą dwuosobowe drużyny tworząc co im się żywnie podoba. Może widok samych rzeźbiarzy i ich skoków wokół lodu nie jest dla wszystkich imponujący, ale mnie zdecydowanie wciągnął zwłaszcza, że całemu wydarzeniu towarzyszy Betlejem Poznańskie i czuć już w powietrzu magię świąt (tak, tak... grzaniec sprzedają). Poza tym rzeźby (o ile jest mróz) zostają na rynku i można je podziwiać... póki nie stopnieją.

A z innych festiwali, którymi się interesowałem, ale jak dotąd nie miałem okazji brać udziału lub coś przeszkodziło mi w planach są: Poznań Poetów, Animator (Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych) i Short Waves Festival. W dodatku jednym z festiwali, na którym byłem niejednokrotnie jest Poznański Festiwal Teatrów "Marcinek" organizowany przez liceum, do którego uczęszczałem. Nawet po zakończeniu szkoły odwiedziłem gmach znanego poznaniakom Marcinka.

Piątka najlepszych parków (według mnie) 


Park Sołacki - Sołacz
Ogólnie rzecz biorąc to poddzielnica nazywa się Sołacz, jednak kiedy ktoś oznajmi, że jedziemy na Sołacz to każdy wie, że chodzi właśnie o ten park. Miejsce nietypowe. W zasadzie dzielnica ma charakter willowy, więc praktycznie w ogóle nie przypomina centrum Poznania. Znajdują się tam głównie stare domy jednorodzinne, które mają swój styl i są zbudowane na planie willi. Całe otoczenie przypomina raczej scenerię sprzed dwóch wieków niż dzisiejsze, dobrze nam znane, nowoczesne otoczenia. Sam park nie jest zbyt duży. Jest na pewno dłuższy jak szerszy i jego minusem jest to, że przy wejściu zarówno z jednej, jak i z drugiej strony widać ulice, a szum samochodów nie pozwala się zrelaksować. Wchodząc jednak w jego głąb, odlot jest praktycznie natychmiastowy. Można powiedzieć, że główną atrakcją parku są liczne stawy (czy też staw) połączone z sobą. Na szczęście nie trzeba obchodzić zbiornika wodnego dookoła, aby móc się znaleźć na drugiej stronie brzegu. W parku znajduje się wiele mostków, które umiejscowione są najczęściej nad niewielkimi spadkami czy jak kto woli wodospadami. Szum wody uspokaja i umila czas spędzony podczas spaceru czy też czytania książki na ławce. Poza tym jest plac zabaw jeśli ktoś ma dzieci, przystanek znajduje się blisko parku i obejmuje kolejne dwa, a dojazd z centrum jest bezpośredni i nie zajmuje więcej jak 10 minut.
     
Cytadela
Wiedz jedno - na pewno się zgubisz! Nieważne czy jesteś pierwszy raz czy może siódmy. Cytadelę należy zwiedzić całą i kilkakrotnie, aby mieć rozeznanie na tych zawiłych ścieżkach. Mimo wszystko to wstyd być (lub co gorsza mieszkać) w Poznaniu i nie odwiedzić Cytadeli. Miejsce zarówno rekreacyjne jak i historyczne, na którym wypada dobrze się zachowywać. W końcu to również cmentarz, jednak część cmentarna jest wyraźnie oddzielona od tej rekreacyjnej, którą chętnie odwiedza spora część ludzi. W tym parku możemy spotkać różne rzeźby, które zdecydowanie można przepisać sztuce nowoczesnej, ale też stare bunkry czy Muzeum Uzbrojenia. Cytadela idealnie łączy z sobą przeszłość i teraźniejszość. Poza tym, który chłopiec nie pragnie zobaczyć czołgów czy samolotów z okresu wojen. Poza "męską" częścią, park ten zawiera też "damską" (jak na moje), do której spokojnie mógłbym zaliczyć tamtejszą kawiarnię. Tarasy Cytadeli to bajkowe miejsce, które zapewne niejednej kobiecie skradło serce, w tym też i Nat. Przede wszystkim większość stolików mieści się na zewnątrz, a kwiaty i ozdoby idealnie dopełniają całość. Jednak główną atrakcją są jednak ptaki. Nie mam pojęcia jakie, ponieważ nigdy nie przyglądałem się, ale stawiałbym na jakieś papużki lub kanarki (na zdjęciach widać nawet pawie)
Zdjęcie: Galeria Tarasów Cytadeli (źródło)


Park Adama Mickiewicza
Tego parku nie można pominąć, nawet jeśli ktoś nie chce go odwiedzić. Miejsce znajdujące się w centrum Poznania przy ulicy Fredry. Z pewnością najpopularniejszy park w Poznaniu i może przez to nieco oblegany, ale i tak wywołuje u mnie miłe wspomnienia i chętnie zaglądam do niego w letnie wieczory. Ogólnie ten park... Nic w nim nie ma. To tylko trawnik okalony chodnikiem, na którym stoją ławki. Całą magię i w zasadzie centrum parku stanowi ogromna fontanna. Jednak to nie ona jest główną atrakcją. Każdy poznaniak przychodzi do tego parku, aby usiąść na trawie, pogadać, wypić pokryjomu piwo i podziwiać przez strumień tryskającej na kilkanaście metrów wody gmach opery (jak to mówią poznaniacy) czy też Teatru Wielkiego. Wiosną fontanna przyozdobiona jest rosnącymi wokół niej tulipanami (najczęściej w barwach fioletu, co jest dla mnie dziwne, bo człowiek to zawsze znał tylko czerwone i żółte tulipany w ogródku babci), a w późniejszych miesiącach jakimiś innymi kwiatami, w tym między innymi sałatą jak to my mówimy na pewną roślinkę, która raczej pojawia się wokół fontanny u schyłku wakacji. Często również pojawiają się w tym parku różnego rodzaju atrakcje. Na przykład promowanie wierszy, gdzie na plastikowych chmurkach zamieszczone były jakieś utwory lub hasła dające nam do myślenia. (Akcja zorganizowana przez Poznań Poetów)
Źródło


Park Thomasa Woodrowa Wilsona
Dużo osób nie przepada za tym parkiem, jednak ja go bardzo lubię, ponieważ prócz klasycznej fontanny, stawku i dodatkowo ścieżek okolonych kamieniami przypominających górskie mini trasy ma coś czego żaden inny park nie ma. Jest to muszla koncertowa i Palmiarnia Poznańska. Poza tym dojazd jest bardzo łatwy i bezpośredni. Z dworca można dojść do tego parku nawet w 10 minut, a tramwajem (o ile przyjedzie) jest jeszcze szybciej!

Ogród Botaniczny
Park, który przynależy, a raczej jest pod opieką Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Wstęp jest wolny, dlatego może uwzględnię go w parkach, choć początkowo miał się znaleźć w innej kategorii. Zamiast ogrodu zaś na piątym miejscu najlepszych według mnie parków figurował Park Fryderyka Chopina, jednak ostatecznie z niego zrezygnowałem. Samo miejsce jest naprawdę niezłe, a jego lokalizacja w centrum Poznania pozwala na chwilowe zrelaksowanie się na ławce nawet podczas powrotu z pracy do domu. Jednak fakt, że jest on ogrodzony i zamykany na noc czyni z niego trochę niedostępną twierdzę zwłaszcza, że dużo ludzi posiedzieć po prostu wieczorem i zmyć się do domu jednym z ostatnich autobusów. Także park Chopina wyleciał, a na jego miejsce wszedł ogród botaniczny, który nie pobiera opłat za wstęp w przeciwieństwie do reszty atrakcji, między którymi miał się pierwotnie znaleźć. Zdecydowanie ogród jest ciekawym miejscem choć leży dość daleko od centrum. Najpierw należy dojechać na pętlę Ogrody, a następnie jeszcze sporo przejść, jednak warto! Prócz egzotycznych lub rzadko występujących w Polsce gatunków możemy zadowolić swoje oczy różnymi innymi ozdobami. Zdecydowanie przypadło nam do gustu miejsce, które znajduje się za skałką imitującą warunki górskie. Przejście tam równa się z krętymi ścieżkami, kamiennymi stopniami i małą wycieczką górską. Prócz kamieni i typowych gatunków górskich można zobaczyć tam również strumyczek oraz małe oczko wodne, do którego ludzie wrzucają drobniaki. Na końcu trasy znajduje się większy stawek, zbiornik wodny czy też oczko. Jego mieszkańcami są żółwie, a i wiele gatunków żab można tam zaświadczyć. Wszystko okolone jest gęstymi krzewami i drzewami. Drugim naszym ulubionym miejscem jest ścieżka, na którą wkracza się poprzez przejście przez bramę Torii. Nie da się ukryć jednak, że najpopularniejsza jest fontanna z baleriną!
fot. bassistee

Wyjątkowe miejsca natury

Skoro jesteśmy już w temacie zieleni to może pozostańmy przy niej jeszcze na trochę, a przynajmniej jeszcze na dwie kategorie. Kolejną z nich są miejsca na pewno chętnie odwiedzane przez ludzi, jednak nie są one parkami.
  • Rusałka (jezioro)
    Dojazd jest nieco trudny, ponieważ Rusałka znajduje się hęhę za Jeżycami, jednak uważam, że warto zobaczyć to miejsce. Jest to najzwyklejsze jezioro, jednak dla pasjonatów roślin tereny Rusałki to prawdziwy raj. Znajdują się tam moczary oraz torfowiska obrośnięte licznymi czworolistami pospolitymi i innymi gatunkami lubiącymi łęgowe podłoża.
  • Malta (jezioro, Cybina i lasy za Maltą)
    To miejsce jest wyjątkowe nie tylko z powodu rekreacyjnej części (Choć tę powinniście również odwiedzić! Tor saneczkowy, plażę, pola minigolfa i parki linowe), ale także z powodu natury. Malta jest sztucznym jeziorem, które regularnie jest czyszczone. Jednak najciekawsze są lasy znajdujące się już za samym zbiornikiem. 
  • Warta (przede wszystkim przystań i barki, które wróciły na Wartę)
  • Lasy Dębińskie 
  • Lasek Marceliński
    W tym lasku znajduje się największa góra śmieci... przerobiona w ogromną górkę, z której każdej zimy (o ile spadnie śnieg) dzieci szaleją na sankach!

Odpłatne atrakcje związane z zielenią 

  • Stare Zoo
    Ogólnie rzecz biorąc w chwili obecnej wstęp jest chyba darmowy, ale ręki nie dałbym sobie uciąć. Jako mały chłopiec często zaglądałem do tego zoo, kiedy razem z rodziną przyjeżdżaliśmy już w jakimś konkretnym celu do Poznania. Dzisiaj zoo pełni rolę parku, a wszystkie zwierzęta i wystawy zostały przeniesione do Nowego Zoo. W starym zaś znajdziemy raczej zwierzęta domowe takie jak kucyki, osły, pawie itp. Nie zmienia to faktu, że miejsce to ma swój klimat. Wysoki, tajemniczy mur, sporo zieleni i stawki oraz ogromna, żelazna klatka, w której niegdyś były lwy.
  • Nowe Zoo 
    Jeżeli ktoś ma zamiar wybrać się do Nowego Zoo w Poznaniu to musi mieć świadomość, że na taką wycieczkę trzeba zarezerwować cały dzień. Teren jest ogromny i jasne, można wsiąść do pseudo kolejki i objechać zoo zatrzymując się na poszczególnych przystankach, jednak to nie to samo co je obejść, zwiedzić, przejść wszystkimi dróżkami i wyłożyć się obok fok przy bramie wyjściowej czując pulsujący ból w stopach. Największą atrakcją zoo jest zdecydowanie jedyna w Polsce słoniarnia, jednak to nie ona mnie zachwyciła. Najfajniejszą rzeczą według mnie jest zdecydowanie motylarnia. Wejście jest wliczone w cenę biletu. Kilka minut w parnym pomieszczeniu przenosi nas do lasów tropikalnych, gdzie w każdej chwili jakiś egzotyczny gatunek motyla może usiąść nam na ramieniu.
  • Palmiarnia
    W palmiarni byłem już jako dziecko z wycieczką szkolną i jedyne co zapamiętałem to ogromne lilie widne, a raczej ich liście, które są podobno w stanie unieść kilkuletnią dziewczynkę. Tak w zasadzie poza kilkoma dziwnymi gatunkami kaktusów, finezyjnymi palmami i inną egzotyczną roślinnością to możemy oglądać rybki i króliki. Palmiarnia jak palmiarnia w końcu. Jeśli ktoś nie jest fascynatem roślin to z pewnością będzie się nudzić. Pozostaje tylko cieszyć oczy tymi nieziemskimi gatunkami. Co roku jednak organizowana jest wystawa zwierząt czy też bardziej owadów i pajęczaków, na którą ściągają tłumy ludzi. Muszę powiedzieć, że z dwa lata temu również mnie przyciągnęła i byłem zachwycony. 

Najciekawsze restauracje 

Skoro już tyle się nachodziliśmy to najwyższa pora coś zjeść. W Poznaniu nie brakuje centrów handlowych. Ba! Jest to podobno miasto, które ma ich najwięcej, jednak w galeriach spotkamy najczęściej sieciówki takie jak Mc Donald's, KFC, Sfinks czy Pizza Hut. Manekinów i innych tego typu restauracji też u nas nie brakuje. Ja zajmę się raczej knajpkami i pubami, które są tylko i wyłącznie w Poznaniu.

FALLA
Jest to mały lokal, który na samym wstępnie chyba nie zachwyca nikogo. W sumie menu też jest takie sobie, ponieważ specjałem jest hummus, a taki typ żarcia trzeba po prostu lubić. W zasadzie w tej restauracji byłem może z dwa, trzy razy i na pewno nie poleciłbym jej komuś, kto chce po prostu zjeść obiad. To miejsce jest wyjątkowe by odwiedzić je raz, zaszaleć i mieć fajne zdjęcia na Instagrama. Ogólnie rzecz biorąc największą atrakcją jest Ręka Fatimy, czyli całe danie serwowane na talerzu w kształcie wcześniej przeze mnie wspomnianej dłoni. Potrawa ta jest droga, ponieważ kosztuje około 50zł, jednak wierzcie mi, że taki posiłek starczy wam na kolejne dwa dni, jak nie trzy. Poza tym Falla znajduje sięna moich ukochanych Jeżycach. 
Źródło: Grafika Google




TOKYO TEY
Jest to restauracja, która znajduje się na ulicy Półwiejskiej czyli w miejscu, gdzie z pewnością przetacza się największa ilość ludzi w ciągu dnia. Z pewnością to bardzo dobra lokalizacja, ale też i kosztowna. Trafiliśmy chyba tam jak każdy czyli przechodząc i wcale nie przyciągnął nas rodzaj kuchni, ani oryginalna nazwa, która łączy w sobie coś z Azji, która tak bardzo nas fascynuje i typowego poznańskiego tej. Nogi Nat powędrowały tam same, gdy tylko zobaczyła nowoczesne wnętrze przez wielką szybę, która dzieliła nas, osoby stojące na ulicy i to... niesamowite miejsce. Tokyo Tey jest wyjątkowe i nie tylko dlatego, że trafiło w nasz gust kulinarny czy zaspokoiło nasz zmysł wzroku. Ta restauracja jest sama w sobie bardzo prosta, a atmosfera bardzo miła. Nikt nie próbuje promować tego miejsca jako elitarne jak to w zwyczaju mają robić twórcy sushi. Ceny są przyzwoite i z pewnością nikt nie zdziera z klienta pieniędzy jak to czasami ma miejsce w innych tego typu lokalach.

Lars, Lars & Lars
To naprawdę bardzo minimalistyczna i przytulna knajpka, która mimo swojej prostoty sprawia, że człowiek czuje się w niej dobrze. Białe cegły, boazeria i długi bar przyciągają z pewnością każdego miłośnika skandynawskich wnętrz i właśnie tego rodzaju kuchni możemy szukać w Lars, Lars & Lars. Na początku trochę się zawiodłem otwierając menu, ponieważ znalazłem w nim same ryby. Niemniej jednak oswoiłem się z myślą, że to skandynawska kuchnia i niestety będę musiał przebierać między tuńczykiem, a śledziem. Smakowo jest naprawdę nieźle, jednak cenowo już nie najlepiej. Jeśli ktoś liczy na tani obiad to zdecydowanie może się przejechać. Zamówienie zaś małego dania i wnoszenie własnego napoju jak to w zwyczaju mają typowe cebule jest dla mnie zaś bez sensu, więc po prostu warto odwiedzić tę restaurację dla samego skosztowania aniżeli przychodzenia w ramach obiadów.
Źródło


Min's Onigiri
Nazwa jest bardzo chwytliwa jeśli ktoś wyłączy w mózgu przesadne analizowanie kultury wschodniej i przełączy się na język angielski. Jak wiadomo onigiri to popularna potrawa w Japonii, która składa się głównie z ryżu (jak nie z samego). Nietrudno się więc domyślić, że nazwa lokalu znaczy tyle co onigiri Min. Zabawniejszy jest jednak fakt, że nie jest to imię odległego i nieznanego nam właściciela czy też po prostu wzięte znikąd. Min to urocza dziewczyna, która stoi za ladą i szykuje nam właśnie wcześniej wspomniane kulki ryżowe. Cenowo jest średnio. Być może dla ludzi pracujących u lubiących tego rodzaju potrawy są to grosze, jednak dla mnie, studenta w zawieszeniu, jednak wciąż studenta, ryż jest najtańszą potrawą na świecie, więc to trochę dziwne, aby płacić tyle za kulkę ryżową. Oczywiście nie są to same kulki. Można je zamówić z różnymi dodatkami takimi jak majonez, jajko, wieprzowina, tuńczyk itp. Także jeżeli ktoś już przyjechał do Poznania na dzień czy dwa, aby poznać dziwne, wyjątkowe lub śmieszne miejsca to zdecydowanie ten lokal do nich należy! Bo jak to powiedziała Nat, kiedy po raz pierwszy ujrzała poznańskie onigiri? "Wyglądają słodko, ale słodkie nie są".

Yeżycka Kuchnia
Kolejna restauracja znajdująca się na Jeżycach. Przede wszystkim jest w niej bardzo schludnie i sam wystrój przyciąga wzrok potencjalnych klientów. Nas również przyciągnął wygląd, ale też i zapachy, które wywołały ogromny skurcz żołądka i burczenie. Znajdziemy tutaj bliższe każdemu Polakowi potrawy, ponieważ menu zawiera takie dania jak filety z kaczki, żeberka, ziemniaki, steki, makarony, zupę porową czy różnego rodzaju sałatki. Prócz obiadów można zjeść tutaj także śniadania. W karcie menu znajdziemy klasyczną jajecznicę i kawę, a dla miłośników słodyczy czekają lody i inne desery.

To może teraz się czegoś napijemy?

Czyli lista barów, pubów (nie tylko z alkoholem) i kawiarni, które są godne odwiedzenia.

Hola Hola
Mam wrażenie czasami, że ostatnio popularne słoiki stały się takie właśnie przez Hola Hola. Jak było naprawdę to nie wiem, ale o metodzie picia herbaty z słoika dowiedziałem się właśnie z tego lokalu. Jest to miejsce typowo o charakterze ice bar. Nie dość, że wypijemy coś smacznego to jeszcze ochłodzimy się w skwarze upalnego dnia. Bar ten znajduje się na Wrocławskiej, a więc w centrum samego Poznania, także uważam że warto odwiedzić to miejsce.
Źródło


Juice Drinkers
Czyli jak sama nazwa wskazuje: soczki. Nigdy nie rozumiałem takich miejsc, ponieważ napoje można kupić w każdym sklepie spożywczym. Jednak lokale tego typu mają swój klimat i nie serwują samych konserwantów. Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, soki te są robione na miejscu z różnego rodzaju owoców. Także można wypić świeży i zdrowy sok, a do tego przekąsić kanapkę. poza tym na pewno latem można kupić sobie również sorbety.

Caffee Bimba
To miejsce trzeba odwiedzić, bo jest jedyne w swoim rodzaju! Bimba jak wszyscy poznaniacy wiedzą (już niekoniecznie przyjezdni) to z gwary poznańskiej tramwaj i właśnie w jednym z starych wagonów tramwaju umiejscowiona jest ta kawiarnia. Oczywiście nie jest to lokal ruchomy. Znajduje się on na starym odcinków torów i można do niego zajrzeć latem.
  

Ciekawe miejsca

W Poznaniu jest też wiele odpłatnych bądź nieodpłatnych miejsc, o których ludzie nie mają pojęcia, a które na pewno warto odwiedzić. Na pewno poznaniacy mają świadomość o ich istnieniu i założę się, że większość z nich odwiedza je regularnie, jednak przyjezdni mogą o nich nie wiedzieć. Dlatego też opiszę je pokrótce poniżej.

KontenerArt
O tym miejscu nie można nie wspomnieć. Położone nad Wartą przy moście Rocha, tak zwane kontenery przyciągają wiele ludzi i nic dziwnego skoro mają tak szeroki program i zajmują się praktycznie każdą dziedziną sztuki czy odłamem rekreacji i życia publicznego. Najlepsze jest to, że to nic innego jak... kontenery ustawione obok siebie tworzące zamknięte podwórko, wewnątrz którego znajduje się miejska plaża, palety imitujące siedzenia i stoliki, bar oraz poduszki. Poza tym są toalety, scena i bardzo klimatyczne lampki oraz roślinki. Wszystko dzieje się pod gołym niebem, a kiedy pada można schować się w jednym z "blaszanych pudeł". Najlepszy jest jednak taras utworzony z ułożonych na sobie kontenerów, z którego idealnie widać Wartę i kolejne przecinające ją mosty. Co zabawniejsze wstęp jest darmowy. Na wszystko. Nieważne czy gra akurat jakiś fajny zespół czy zorganizowane są jakieś warsztaty czy targ lub zawody sportowe.
Źródło

Zakład
Zakład jest wyjątkowym miejscem, które funkcjonuje na świecie jako makerspace. Jest to miejsce dla majsterkowiczów, którzy lubią coś tworzyć jednak nie posiadają odpowiedniego sprzętu. W Zakładzie nie dość, że dobrze ci przylutują to jeszcze przyspawają! A tak poważnie to można znaleźć tutaj praktycznie każdego rodzaju narzędzia oraz pomoc. Poza tym prowadzone są licznego rodzaju kursy szycia na maszynie czy właśnie spawania. Przyznaję się, że niejednokrotnie skorzystałem z usług oferowanych przez Zakład i wiem, że to miejsce jest magiczne. Wygląda jak jedna, wielka nerdownia z Big Hero 6, ale w nieco oldschoolowym stylu. Niestety Zakład jest zagrożony, ponieważ wykupiono budynek, w którym niegdyś się mieścił. Twórców czeka przeprowadzka, jednak jest ona dość kosztowna. Mam jednak nadzieję, że Zakład przetrwa, a ty możesz pomóc mu już dziś! -> https://polakpotrafi.pl/projekt/zaklad

Let Me Out
Czyli miejsce dla każdego kto uwielbia lub kiedyś uwielbiał grać w gry o charakterze "pokoje", "znajdź wyjście" i "rozwiąż zagadkę" czy wszystkim po prostu znane "escape room". W zasadzie cała magia tego miejsca polega dokładnie na tym samym co właśnie tego typu gry. Jesteśmy zamykani w pokoju i musimy znaleźć klucz, aby się uwolnić. Ceny są kolosalne, jednak w grupie taniej i przede wszystkim raźniej! Stresu trochę jest, ponieważ mamy określony czas, aby się uwolnić, a przy tym trzeba nieźle główkować.

Minusy

  • Poznań jest miastem, w którym jest najwięcej galerii handlowych. Ma to swoje plusy i minusy, jednak na pierwszy rzut oka jest to zdecydowany minus. Na moje to wystarczyłby Stary Browar i Galeria Handlowa Malta, jednak niestety samych centrów jest znacznie więcej. Weźmy na przykład taką Galerię MM, która jest dla mnie ogromnym niewypałem i niepotrzebnym wyrzuceniem pieniędzy w błoto.
  • Liczne remonty. Poznań wziął się za remonty dość późno i... za wszystkie jednocześnie. Czasami całe miasto jest sparaliżowane, nie mówiąc już o Kaponierze, którą remontują od ładnych pięciu jak nie sześciu lat, a końca wciąż nie widać. 
  • Gołębie. Ale to chyba wszędzie. Bardziej wkurzający są ludzie, którzy je karmią.




Małe rzeczy cieszą!

Zdecydowanie taką rzeczą jest słynny smok z lego na Fredry. Dosłownie postawiono przy ulicy Fredry smoka zbudowanego z samych klocków Lego. W sumie nie mam pojęcia dlaczego on tam stał, ale legendy głoszą, że był tam niegdyś sklep z zabawkami. Czy to prawda? Nie mam pojęcia. Nawet nie wiem czy mityczny przyjaciel jeszcze gości w centrum Poznania. Był on jednak niezłą rozrywką i to aż zdumiewające, że nikt go nie zniszczył, ani nie ukradł.









Tym miłym akcentem kończę tę notkę informując także, że co roku odbywa się akcja Poznań za pół ceny. Jest to weekend, podczas którego warto odwiedzić Poznań, ponieważ instytucje, lokale i różnego rodzaju miejsca uczestniczące w tej akcji oferują gościom wszystko za połowę ceny. Niestety w tym roku ta akcja miała już miejsce, jednak zapraszam w przyszłym. Mam nadzieję, że długość notki nikogo nie zniechęciła, a jedynie zrodziła gdzie tam w środku chęć zwiedzenia Poznania. 

1 komentarz:

  1. Fajne to, jak pojadę znów do Poznania to z tą notką:D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 #TeamNowak , Blogger